„Dzięki dializom jeszcze żyję”
Pan Waldemar (l. 68), pacjent dializowany w stacji dializ DaVita w Radzyniu Podlaskim, opowiada swoją historię leczenia… i miłości.

Pochodzę z Kamiennej Góry w woj. dolnośląskim. Po ukończeniu szkoły średniej pracowałem jako zootechnik w Kombinacie PGR Urszulin, po dwóch latach pracy rozpocząłem studia na Akademii Rolniczej w Lublinie. Pracowałem jako nauczyciel w szkole podstawowej w Motwicy, ucząc matematyki, fizyki i chemii.
W latach osiemdziesiątych XX wieku ożeniłem się, na stałe zostałem w Motwicy i pracowałem w szkole, aż do przejścia na emeryturę. Moja żona posiadała dość duże – jak na tamte czasy – gospodarstwo rolne, w którym po zakończonych zajęciach pracowałem. Moją pasją już od VI klasy szkoły podstawowej była hodowla pszczół.
W 2009 roku przeszedłem ciężką operację z powodu rozwarstwienia aorty wstępującej. W 2010 roku zmarła moja najukochańsza żona, zostałem wdowcem, ciężko to przeżyłem.
Moje życie nie było zbyt piękne ze względu na choroby, które mnie nękały. W 1994 roku zachorowałem na ostre, zgorzelinowe zapalenie trzustki i ledwie z tego wyszedłem. Leżałem w szpitalu w Białej Podlaskiej kilka miesięcy, w tym czasie z powodu trwającej 35 dni restrykcyjnej diety schudłem ze 107 do 49 kilogramów, ale przeżyłem. W 2006 roku stwierdzono u mnie cukrzycę. Jeździłem na kontrole do pani diabetolog w Białej Podlaskiej i w badaniach okazało się, że funkcja moich nerek stale się pogarszała – to cukrzyca niszczyła mi nerki.
Od pani diabetolog zostałem skierowany do nefrologa. Lekarz zalecił wytworzenie przetoki do dializ i tak od 16 czerwca 2021 roku mam przetokę tętniczo-żylną na lewym przedramieniu. Przetoka szumiała jak należy, ale jeszcze nie kwalifikowałem się do leczenia dializami, aż do okresu przed Świętami Wielkanocnymi w 2022 roku.
Wtedy na kolejnej wizycie u nefrologa lekarz zdecydował o rozpoczęciu dializoterapii. Obejrzał i osłuchał moją przetokę, która przestała szumieć. Dostałem cewnik permanentny do prawej żyły szyjnej wewnętrznej.
Pierwszą dializę miałem w Wielki Piątek 2022 roku w Białej Podlaskiej, a kolejne od drugiego dnia Wielkiej Nocy – w związku z moim miejscem zamieszkania – w stacji dializ w Radzyniu Podlaskim. Pierwsze dializy były dla mnie bardzo stresujące, nie mogłem doczekać się końca – kręciłem się, maszyny piszczały.
W maju 2022 roku wysunął mi się cewnik szyjny i konieczna była implantacja nowego do żyły udowej prawej. W kolejnym etapie chirurg wytworzył mi przetokę na prawej ręce i od września 2022 roku dializuję się na tej przetoce. Było z nią trochę problemów, gdyż naczynia krwionośne zwężały się i chirurg musiał kilkukrotnie rozciągać je balonowo.
Przez dializy bardzo zmieniło się moje życie. Po przejściu na emeryturę chciałem zobaczyć trochę świata, którego za czasów Polski Ludowej nie pozwalano prawie nikomu oglądać – można było jeździć tylko do krajów tzw. Demokracji Ludowej.
Byłem na wszystkich kontynentach z wyjątkiem Antarktydy.
Bardzo chciałbym na dializach pospać, wtedy czas mijałby szybciej, ale jeszcze nigdy nie udało mi się nawet na chwilę zasnąć.
Personel stacji dializ w Radzyniu Podlaskim jest dla mnie bardzo miły. Gdyby nie wspaniałe panie pielęgniarki już dawno bym się załamał. Dzięki dializom jeszcze żyję.
W 2012 roku poznałem moją obecną partnerką – Basię, która też jest wdową i od tamtej pory jesteśmy razem. We dwoje jest nam raźniej, pomagamy sobie wzajemnie i się wspieramy. Mimo wszystko!